DRODZY młodzi i trochę starsi
wiekiem przyjaciele! Chciałbym zaprosić Was do służby przy ołtarzu Pana,
szczególnie w naszej parafii. Aby była ona pełniejsza, opiszę tutaj pokrótce
co znaczy być ministrantem tak, by ze strony tej mogli skorzystać także już
wyświęceni członkowie ludu bożego.
Najpierw coś o naszej parafialnej
grupie. Jest nas około 35 chłopaków (przepraszam, że nie podam dokładniejszej
liczby, nie mam aktualnej listy) zrzeszonych w dwie grupy wiekowe. Młodsza, w
której skład wchodzą ministranci ze szkół podstawowych oraz starsza, do której
należą uczniowie gimnazjum i liceum, także lektorzy. Często wspiera nas także
grupa dorosłych panów, przeważnie członków Akcji Katolickiej, która służy
na niedzielnej mszy o 8:30, podczas świąt i dni powszednich. Każdy ministrant
ma wyznaczone służenia dwa razy w tygodniu i w niedzielę. Oprócz obowiązków
w porze letniej często spotykamy się na boisku piłkarskim, aby należycie
przygotować się do rejonowych rozgrywek. Nad tym wszystkim pieczę sprawuje
ks. Ryszard Stankiewicz, wikariusz naszej parafii.
MINISTRANT
to członek ludu Bożego, który w czasie sprawowania liturgicznych obrzędów
spełnia posługę pomocniczą w sposób określony przepisami Kościoła. Jest
to jego pierwsza i najbardziej istotna funkcja. Wszystkie inne jego zadania, a
także OBOWIĄZEK formacji i coraz lepszego poznania Boga, wynikają z podjętej
funkcji ministranta.
1.
Ministrant jest POMOCNIKIEM przy sprawowaniu Mszy Świętej i podczas
innych nabożeństw liturgicznych.
Ministrant
usługuje księdzu, gdy przygotowywany jest ołtarz i dary ofiarne potrzebne do
ofiary Mszy Świętej. Pomaga również po zakończeniu Mszy świętej
2.
Ministrant jest tym, który NIESIE ZNAKI.
Ministrant
niesie pewne określone przedmioty, które dla liturgii są niezbędne. Są to
przedmioty, które dla liturgii mają szczególne znaczenie (trybularz, ampułki).
One mają ludziom wierzącym coś przedstawić i wskazać na inną rzeczywistość.
3.
Ministrant powinien sam być ZNAKIEM.
Ministrant
przez służenie wskazuje, że każde nabożeństwo liturgiczne sprawowane w kościele,
jest nie tylko sprawą kapłana, lecz sprawą całej parafii i wszystkich
wiernych!
Każdy ministrant powinien starać się osiągać doskonałość
poprzez codzienne naśladowanie Chrystusa, modlitwę oraz pracowitość i
sumienność. Ministrant przez swoje służenie pokazuje, że „uczestniczyć w
liturgii" nie znaczy tak jak w kinie albo przed telewizorem tylko słuchać
i oglądać! „Uczestniczyć w liturgii” to znaczy także współdziałać i
współtworzyć ją, czynnie się w niej angażując!
POCZĄTKI
„Jest tutaj jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby...
Jezus wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie,
rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami” (J
6, 9.11)
Tutaj możemy upatrywać początków rodowodu ministranta,
choć już wcześniej istniały funkcje mające na celu służbę w świątyni.
On wziął chleb i podał go Panu Jezusowi. Pan Jezus przyjął ten chleb z jego
rąk. Tak, więc ów "praministrant" usłużył samemu Zbawicielowi i
w ten sposób uczestniczył w cudzie rozmnożenia chleba i ryb, który możemy
uważać za zapowiedź Eucharystii. Faktem jest, że od początku chrześcijaństwa
Biskup sprawował Najświętszą Ofiarę wraz z asystą liturgiczną. Na początku
byli to diakoni. Już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa ukształtował się
osobny urząd lektora. Był on sprawowany przez chłopców, którym stawiano
wysokie wymagania moralne.
W późniejszych wiekach publiczne czytanie słowa Bożego
zarezerwowane było wyłącznie dla osób przygotowujących się do kapłaństwa.
W średniowieczu do Mszy Świętej usługują klerycy, a od Soboru Trydenckiego
(1545r.) ministranci. W oficjalnych dokumentach Kościoła wzmiankę na ten
temat znajdujemy dopiero w "Mediator Dei" Piusa XII z 1947 r. Zapewne
starsi pamiętają jeszcze Msze Święte odprawiane w języku łacińskim, gdzie
ksiądz był odwrócony tyłem do ludzi. Wówczas służyło tylko dwóch
ministrantów, zaś prezbiterium było oddzielone od reszty świątyni. Dopiero
Sobór Watykański II (1962-1965) zajął się reformą liturgii i powrócił do
starej tradycji Kościoła. Podkreślił rolę ludzi świeckich w sprawowaniu
kultu Bożego i powierza na nowo funkcję lektora także osobom świeckim nie
posiadających święceń. Liczny udział ministrantów i lektorów w liturgii
wymaga jednak odpowiedniej troski o należyte przygotowanie ich do wykonywanych
funkcji.
W naszych czasach biskupi całego świata zebrani na Soborze
w Rzymie tak nas pouczają:
Ministranci, lektorzy,
komentatorzy i członkowie chóru również spełniają funkcję liturgiczną. Niech więc wykonują swój
urząd z taką szczerąpobożnością i dokładnością jak to przystoi wzniosłej
posłudze i odpowiada słusznym wymaganiom. Należy więc starannie wychowywać
te osoby w duchu liturgii oraz przygotowywać do odpowiedniego
wykonywania przypadających każdemu czynności (KL 29)
NASZ
PATRON:
Święty Dominik Savio, Urodził się we Włoszech, w
roku 1842. św. Dominik Savio żył zaledwie piętnaście lat, ale zdążył osiągnąć
wysoki stopień świętości. Był uczniem św. Jana Bosco, który kochał go
jak syna. Rodzicami jego byli: Karol Savio, rzemieślnik i Brygida Gajato,
wiejska krawcowa. Dominik uczęszczał do szkółki prowadzonej przez
miejscowego proboszcza, a potem do szkoły w Castelnuowo d'Asti.
8 kwietnia 1849 roku w samą Wielkanoc przyjął pierwszą Komunię świętą. Ze strony księdza proboszcza był to akt wielkiej odwagi, gdyż w owych czasach panowało jeszcze przekonanie, że do Sakramentów świętych Pokuty i Ołtarza należy dopuszczać w wieku znacznie późniejszym. O dojrzałości duchowej tego dziecka świadczą postanowienia, jakie napisał z okazji tej uroczystości w swej książeczce do nabożeństwa:
1) będę często spowiadał się i komunikował, ilekroć mi na
to zezwoli mój spowiednik,
2) będę święcił dzień święty,
3) moimi przyjaciółmi będą Jezus i Maryja,
4) raczej umrę aniżeli zgrzeszę.
To nieprawdopodobne, ale te postanowienia nie pozostały tylko na kartce. Dominik wiernie je realizował. Kiedy Dominik miał zaledwie 5 lat, już usługiwał do Mszy Św. Kiedy pewnego dnia znalazł się na ulicy i zobaczył kapłana idącego z wiatykiem do umierającego, natychmiast uklęknął i podsunął swą chusteczkę pod kolana pewnemu oficerowi, który bał się uklęknąć, by nie zabrudzić swoich spodni.
Dnia pewnego zapukał do pokoju św. Jana Bosco błagając
kapłana, by natychmiast szedł z nim. Zaprowadził go do mieszkania umierającego
protestanta, który pragnął pojednać się z Bogiem. Dla św. Jana Bosco było
pozostało na zawsze zagadką, skąd Dominik dowiedział się o tym protestancie
i o miejscu jego zamieszkania, skoro tu nigdy nie bywał. Nie wypadało zaś chłopca
o to zapytać.
Kiedy indziej Dominik stanął przed bramą jednego domu i
zadzwonił. Gdy mu otwarto, zapytał, kto tu umiera. Zaprzeczono, a gdy na jego
naleganie zaczęto wypytywać po mieszkaniach, znaleziono samotną, umierającą
staruszkę.
Chcąc pomóc św. Janowi w jego pracy misyjnej, zorganizował towarzystwo pod
wezwaniem Niepokalanego Poczęcia. Pomimo że życie św. Dominika płynęło w
ubóstwie, pracy i cierpieniach, przepełniała go radość i pogodna świętość.
Pewnego razu napisał do przyjaciela: "Tu, na ziemi świętość polega na
tym, aby być stale radosnym i wiernie wypełniać nasze obowiązki". Innym
razem ks. Bosko poszedł szukać Dominika, ponieważ nie było go w szkole.
Znalazł go w kościele wpatrzonego w tabernakulum i zatopionego w modlitwie. Chłopiec
nie wiedział nawet, że ta ,,chwila” rozmowy z Bogiem trwała aż 7 godzin!
Kiedy pewnego razu dostrzegł w rękach chłopców gorszące
pismo, podarł je na kawałki. Nie chciał oglądać brzydkich obrazków, bo
pragnął – jak sam mówił – zachować czystość oczu na oglądanie nieba.
Innym razem dwóch chłopców, chcąc wyrównać porachunki, stanęło do
pojedynku. Z odległości 20 metrów mieli obrzucać się kamieniami. Kiedy
Dominik dowiedział się o tym, wziął do ręki krzyżyk, stanął pomiędzy
nimi i wyjaśnił, że Pan Jezus choć niewinnie umarł na krzyżu, to jednak
wybrał swoim oprawcą. Tym bardziej oni nie powinni szukać zemsty, a jeśli
koniecznie muszą dopuścić się przemocy, to niech tymi kamieniami uderzą
najpierw w niego. Po tej niezwykłej lekcji kamienie wypadły z rąk chłopców
i pojedynek się nie odbył.
Późną jesienią roku 1856 Dominik zaczął odczuwać wysoką
gorączkę, gnębił go silny, uporczywy kaszel. Św. Jan Bosco wezwał lekarza.
Ten orzekł chorobę płuc, bardzo już zaawansowaną i polecił by chłopca
natychmiast odesłać do rodzinnych stron, może go jeszcze powietrze uratuje. Męczył
się jeszcze kilka miesięcy. Dnia 9 marca 1857 roku, zaopatrzony Sakramentami
świętymi, kiedy ojciec czytał mu modlitwy o dobrą śmierć z książki do
nabożeństwa, którą dla swojej młodzieży ułożył Św. Jan Bosco, chłopiec
nagle zawołał: "Do widzenia, ojcze! Do widzenia! O, jakie piękne rzeczy
widzę!"
Św. Tarsycjusz urodził
się w 237 roku. Był mieszkańcem Rzymu. Już jako młody chłopiec otrzymał
prawo do posługi przed ołtarzem podczas Mszy św. Nieznana jest dokładna data
śmierci. Św Tarsycjusz mógł zginąć w okresie panowania cesarza Decjusza,
czyli między 249 a 251 rokiem. Był to okres jednych z najkrwawszych prześladowań
chrześcijan. Wyznawcy Chrystusa chętnie oddawali życie za swojego Pana. Ich
największym pragnieniem było, by mogli otrzymać na drogę wieczności Chleb
Eucharystii. Zanoszono im potajemnie Komunię świętą do więzień, za co w
tamtych czasach groziło nawet skazanie na śmierć.Taką również rolę, świętego
męczennika, powierzono młodemu niespełna 7 letniemu Tarcysjuszowi. Dla małego
chłopca było to wielkie wyróżnienie. Nie zważając na niebezpieczeństwo, w
tajemnicy przed prześladowcami zanosił posiłek Eucharystyczny chrześcijanom.Pewnego
dnia Tarsycjusz, kiedy to jak zwykle szedł do więzienia trzymając Wiatyk przy
swojej piersi, napotkał swoich pogańskich rówieśników, którzy bawili się
na jednym z placów rzymskich. Chłopcy zaczęli wołać Tarsycjusza, ponieważ
chcieli koniecznie dowiedzieć się co niesie pod płaszczem. Młodzieniec, aby
nie narazić Chleba Chrystusa na znieważenie zaczął uciekać. Po krótkim pościgu
zgraja złapała chłopca, przewróciła go na ziemię i zaczęła kopać, bić
a także rzucać kamieniami. Nasz bohater odniósł wiele ran. Dopiero
przypadkowo przechodzący żołnierz, który również był chrześcijaninem
uwolnił chłopca z rąk oprawców. Kiedy zaniósł Tarsycjusza do domu, ten nie
odzyskawszy przytomności zmarł. Żołnierz odniósł ze czcią Najświętszy
Sakrament do kapłana katolickiego nie doprowadzając do znieważenia.Ciało
naszego bohatera zostało pogrzebane na cmentarzu św. Kalista, obok szczątków
papieża św. Stefana I, który także poniósł śmierć męczeńską kilka lat
po Tarsycjuszu. Papież - św. Damazy I opisał męczeństwo św. Tarsycjusza
wierszem. W 1675 roku część relikwii Świętego przeniesiono z Rzymu do
Neapolu, gdzie godnie spoczywają w Bazylice św. Dominika w osobnej kaplicy.
Trumna z częścią relikwii św. Tarsycjusza znajduje się również w salezjańskim
kolegium w Rzymie przy Via Appia Antica. We Włoszech św. Tarsycjusz cieszy się
szczególną czcią jako patron kółek eucharystycznych, czy też tzw. "Kółek
Młodego Kleru". W Polsce święty czczony jest jako patron ministrantów.
Św. Stanisław Kostka urodził się 1550 r. w
Rostkowie k. Płocka. Miał trzech braci i dwie siostry. Wychowaniu piątki
swoich dzieci towarzyszyła dyscyplina. Rodzice uczyli pobożności, uczciwości
i skromności. Stanisław pobierał nauki w domu rodzinnym. Dopiero w wieku 14
lat wraz z bratem Pawłem został wysłany na naukę do Wiednia. Początkowo
nauka młodzieńców szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał do
najlepszych uczniów. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim, łacińskim
i trochę greckim. Przez trzy lata pobytu we Wiedniu Stanisław wolny czas spędzał
na modlitwie, lekturze oraz zadawaniu sobie pokuty łącznie z biczowaniem się.
Dla jego brata, wychowawcy oraz jego kolegów taki tryb życia był nie do
zaakceptowania. Uważali to za rzecz niemoralną, a nawet niebezpieczną dla
zdrowia. Usiłowali oni w dobrej wierze słowem a nawet biciem wyleczyć go i
skierować na drogę normalnego postępowania. Intensywne życie wewnętrzne,
nauka i praktyki pokutne tak osłabiły młody organizm chłopca, że ciężko
zachorował. Według relacji św. Stanisława - kiedy był bardzo chory, a nie mógł
otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego
kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, nawiedziła jego pokój
i przyniosła mu ów Wiatyk. Również w tej chorobie zjawiła się Świętemu
Matka Boża, od której doznał cudownego uleczenia. Zaraz po uzdrowieniu
postanowił wstąpić do jezuitów. Jego ojciec był przeciwny tej decyzji.
Stanisław postanawia uciec do Augsburga, aby tam wstąpić do zakonu jezuitów.
W ucieczce pomaga mu jezuita Franciszek - Antoni, dał Stanisławowi list
polecający go do prowincjała Piotra. Jego podróż do Augsburga, a potem do
Dylingi, obrosła wieloma legendami. Faktem jest jednak, że spowiednik przyszłego
świętego zeznał, iż jego penitent zwierzył mu się, iż w drodze otrzymał
Komunię św. z rąk anioła, gdyż nie mógł jej przyjąć w kościele
protestanckim. W Augsburgu nie zastał prowincjała, udał się więc do Dylingi.
Cała trasa z Wiednia do Dylingi wynosiła ok. 650 km. Tam czekała na niego
kolejna niespodzianka. Oto dwaj zakonnicy z Polski rzucili habit i przeszli na
protestantyzm. W takiej sytuacji o przyjęciu Polaka nie było mowy, ale po długiej
dyskusji Stanisław został przyjęty na pomocnika do kuchni. Po kilku
tygodniach doceniono jego pokorę, pracowitość i pobożność i skierowano
wraz z dwoma innymi kandydatami do Rzymu. Całą trójkę umieszczono w
nowicjacie przy kościele św. Andrzeja. Tam również Stanisław zwrócił na
siebie uwagę pokorą i pobożnością oraz umysłem. A jednak nie było mu dane
zaznać błogiego spokoju. Ojciec Stanisława postanowił za wszelką cenę
wydostać syna z klasztoru, ale modlitwa Świętego sprawiła, że przełożeni
zakonu pozwolili młodzieńcowi wiosną 1568 r. złożyć śluby zakonne. Był
to najszczęśliwszy dzień w życiu Stanisława. Nagle 13.08 młody zakonnik
zachorował. W wigilię Wniebowzięcia NMP zemdlał, a z ust zaczęła się sączyć
krew. Była północ, kiedy zaopatrzono chorego na drogę do wieczności. Ojciec
Warszewicki naoczny świadek zeznał, że gdy podano mu różaniec, nagle twarz
Stanisława zajaśniała tajemniczym blaskiem, gdy ktoś zapytał, czy może
sobie czegoś życzy, odparł: "Widzę NMP z orszakiem świętych, który
po mnie przychodzą". Kilka minut po północy 15.08.1568 r. św. Stanisław
przeszedł do wieczności. Koledzy Jego powiadali, że zawsze prosił NMP, aby
umarł w dzień Wniebowzięcia NMP. Prośba została spełniona.Wieść o pięknej
śmierci polskiego młodzieńca bardzo szybko rozeszła się po Rzymie. Wbrew
zwyczajowi zakonu zwłoki chłopca przystrojono kwiatami, a ciało włożono do
drewnianej trumny, co również w tamtych czasach w zakonie było rzadkim wyjątkiem.
Na obrzędy pogrzebowe przybył do Rzymu brat Paweł. W dwa lata później, gdy
otwarto trumnę Stanisława, znaleziono Jego ciało nietknięte rozkładem.
Papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, a samego aktu kanonizacji dokonał
jego następca Benedykt XIII w 1726 r. 200 lat później w 1926 r. sprowadzono
do Polski część relikwii Świętego. Relikwia głowy św. Stanisława
znajduje się w nowicjacie jezuitów w Gorhein. Ciało spoczywa w kościele św.
Andrzeja na Kwirynale w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie. Św. Stanisławowi
przypisuje naród polski zwycięstwo odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621
r. W tym dniu 10 X o. Oborski jezuita widział św. Stanisława Kostkę w obłokach,
jak błagał Matkę Bożą o zwycięstwo nad Turkami. Przed cudownym obrazem św.
Stanisława w katedrze lubelskiej modlił się król Jan II Kazimierz, przypisując
jego orędownictwu zwycięstwo odniesione pod Beresteczkiem w 1651 roku. Doroczną
pamiątkę św. Stanisława obchodzi Kościół w Polsce 13 listopada. W roku
1974 wspomnienie św. Stanisława, patrona dzieci i młodzieży, przeniesiono na
18 września, by na progu nowego roku szkolnego uprosić dla nich błogosławieństwo.
Św.
Alojzy Gonzaga urodził się 9 marca 1568 roku w miejscowości Castiglone w
diecezji Bresci. Był najstarszym synem ks. Ferranta. Od 1577 na dworze
florenckim W 1582 roku razem ze swoim ojcem udał się do Hiszpanii, jako członek
orszaku cesarzowej Marii Austriaczki.Kształtowanie swojej sylwetki duchowej
Alojzy zawdzięcza św. Karolowi Boromeuszowi. W 1585 roku wbrew woli ojca, który
widział swojego syna w służbie wojskowej wstępuje do Towarzystwa Jezusowego.
Kierownikiem duchowym naszego patrona był św. Robert Bellarmin. Śluby zakonne
złożył 20 listopada 1587 r. i wkrótce po tym przyjął niższe święcenia.
W 1590 roku ukończył teologię. Alojzy był wzorem doskonałości. W 1591 roku
w Rzymie i okolicach wybuchła wielka zaraza, która pochłonęła setki tysiące
osób. Przez cały ten okres wyróżniał się wielkim miłosierdziem wśród
chorych w szpitalach. Pomagał lekarzom i był w modlitwie z umierającymi.
Niestety, jego wielkie zaangażowanie w pomoc innym doprowadziło do zakażenia
również i jego ciała. Mimo pomocy nie udało się go uratować. Odszedł do
wieczności 21 czerwca 1591 r. Beatyfikowany został w 1605 roku, natomiast
kanonizowany razem z naszym patronem św. Stanisławem Kostką przez papieża
Benedykta XIII. W 1729 ten sam papież ogłosił go patronem młodzieży.
